R.A. Salvatore – Trylogia Klingi Łowcy

Zazwyczaj staram się unikać książek osadzonych w gotowych światach stworzonych na potrzeby gier RPG. Jakoś nie wierzyłem w wysoki poziom tych książek, zwłaszcza mając w pamięci beznadziejne „Wrota Baldura: Cienie Ammu”. W końcu jednak ponownie zetknąłem się z książką ze świata Forgotten Realms. Mając nadzieję na lekką rozrywkę zabrałem się za lekturę przygód mrocznego elfa Drizzta Do’Urdena.

Cała trylogia składa się z tomów: „Tysiąc Orków”, „Samotny Drow” i „Dwa Miecze”, przedstawiając kolejne etapy konfliktu krasnoludów z królem orków i jego armią. Od małych potyczek na początku po wielkie bitwy. Na początku zaczyna się niepozornie, grupa orków zaatakowała karawanę handlową krasnoludów. Następca tronu Mithrilowej Hali krasnolud Bruenor wraz z przyjaciółmi mrocznym elfem Drizztem, ludźmi Wulfgarem i Catti – brie oraz Niziołkiem Regisem postanawiają pomścić zmarłe krasnoludy i oczyścić okolicę z orków. Nikt nie spodziewał się, że ten drobny atak jest jedynie zapowiedzią wielkiej kampanii orków.

Fabularnie trylogia nie przedstawia nic oryginalnego i sprowadza się jedynie do opisu wojny. Praktycznie nie występują tu wątki poboczne, co najwyżej różnią się miejsca występowania konfliktu. Nie jest to jednak wieka wada o ile czytelnik nastawia się raczej na lekką rozrywkę niż wielowątkową epicką opowieść. Akcja książek dzieje się w miarę szybko i nie można pod tym względem narzekać na nudę. Potyczki i bitwy przedstawione są ciekawie, chociaż brakuje w nich trochę dramatyzmu. Niestety umiejętności autora kończą się na przedstawieniu mało skomplikowanego konfliktu, orki chcą rządzić światem, a krasnoludy bronią się przed orkami i właściwie to wszystko. Gorzej, że autor nie potrafił stworzyć ciekawych postaci co do których czytelnik mógłby poczuć sympatie lub antypatię. Postacie są płaskie, więcej mają wspólnego z bohaterami gier niż z prawdziwymi ludźmi. Co jest jeszcze bardziej denerwujące główni bohaterzy są niemal niezniszczalni. Sami wycinają w pień dziesiątki orków nie odnosząc przy tym żadnych obrażeń. Do tego autor uwielbia ratować bohaterów z sytuacji bez wyjścia w różny coraz bardziej absurdalny sposób. Gdyby książka byłaby chociaż odrobinę realistyczna to główni bohaterowie zginęli by przed koniec pierwszego tomu. Niestety ta parada kukiełek wzbudza jedynie irytacje lub obojętność.

Niestety autor ma również problemy z fabułą, nie potrafi zakończyć w jakiś logiczny sposób bitw, a oprócz nich nie potrafi przedstawić ciekawie innych wątków (które i tak są zmarginalizowane). Z powodu braku tych umiejętności mamy istny pokaz różnych cudów, zjawiania się kogoś akurat w najbardziej potrzebnym momencie i rożnych absurdów. Co gorsze trylogia nie ma właściwie zakończenia. Przez trzy tomy krasnoludy tłukły się z orkami i nic z tego nie wynikło. Co gorsza autor zaczął (na koniec książki!) wiele nowych wątków. Zapewne wszystkie one będą miały rozwiązanie w jakimś innej tasiemcowej serii. Taki chwyt marketingowy jest jedną z najgorszych rzeczy z jaką się spotkałem czytając książki. Trylogia przez to nie jest spójna, a ja nie zamierzam szukać co też jeszcze napisał autor żeby dowiedzieć się co będzie dalej. Nie mówiąc już o tym, że zakończenie następnej serii może przedstawiać się dokładnie tak samo.

Podsumowując Trylogia Klingi Łowcy to mało udane książki z nudnymi postaciami. Można przeczytać dla opisu bitew, poza tym raczej strata czasu.

Ocena: 4/10

Opublikowane w: on czerwiec 6, 2008 at 1:45 pm Dodaj komentarz
Tags: , , ,

Adres URI TrackBack do wpisu to: http://azgaroth666.wordpress.com/2008/06/06/ra-salvatore-%e2%80%93-trylogia-klingi-lowcy/trackback/

Kanał RSS z komentarzami do tego wpisu.

Leave a Comment