Andrzej Pilipiuk – Wieszać Każdy Może

Jakub Wędrowycz to jedna z najbarwniejszych postaci fantasy. Na pierwszy rzut oka zwykły pijak i bimbrownik jakich wielu. Mieszka w jednej z wsi jakich w Polsce wiele i właściwie nic specjalnego nie robi oprócz produkcji wysokiej klasy bimbru. Czy jednak na pewno nic nie ma w nim szczególnego? Otóż Jakub to nie tylko pijak i społeczny pasożyt to także słynny egzorcysta posiadający wielką moc. Książka „Wieszać Każdy Może” ukazuje barwne życie Jakuba jego przyjaciela i prawnuka.

Książka jest zbiorem ośmiu opowiadań: „Rekruci”, „Fabryka”, „Kac”, „Wykład”, „Skansen”, Ciocia Agnieszka”, Kontyngent” i wreszcie „Pola Trzciny”. Dodatkowo na końcu znajduje się opowiadanie „Wieśmin”, ale o nim później. Większość opowiadań jest stosunkowo krótka i kończy się po paru stronach. Główną atrakcją jest opowiadanie „Pola Trzciny” zajmujące 90% objętości książki. Opowiadania prezentują różny poziom zarówno dowcipu jak i fabuły. Pomijając „Pola Trzciny” które opiszę oddzielnie najbardziej podobały mi się opowiadania „Rekruci” gdzie poznajemy przygody Jakuba w czasie II wojny światowej, „Skansen” opowiadanie z najbardziej zaskakującym zakończeniem i „Kontyngent” będący dowcipnym komentarzem na temat życia we wsi w realiach Unii Europejskiej. Reszta opowiadań prezentuje średni poziom, a opowiadanie „Wykład” nie zrobiło na mnie żadnego wrażenia i uważam je za najgorsze z całego tomu.

Teraz pora na danie główne czyli najdłuższe opowiadanie „Pola Trzciny”. „Pola Trzciny” to niezwykle ciekawe wymieszanie postaci historycznych, przygód Jakuba, wizji zaświatów i wielu innych czynników. Opowiadanie zaskakuje już od początkowych stron. Lenin trafia do egipskich zaświatów (z powodu mumifikacji jego ciała ;) ) i próbuje razem z Dzierżyńskim przeprowadzić na miejscu komunistyczną rewolucję. Brzmi dziwnie? Może, ale przy tym jest niezwykle zabawne i interesujące. Jednak szczęśliwe życie po życiu w brew pozorom nie trwa wiecznie. Wszystko przez wnuka przyjaciela Jakuba Semena, który jest archeologiem i jest bliski odkrycia grobu najbogatszego z faraonów, a jeśli coś zniknie z grobowca zniknie też w zaświatach. Na dodatek Jakub, Semen i prawnuk Jakuba Piotruś wyruszają do Egiptu zdjąć klątwę z grobowca w przeciwnym razie wnukowi Semena grozi śmiertelne niebezpieczeństwo. Lenin i Dzierżyński nie mają wyboru, po zmartwychwstaniu udają się z misją zabicia egzorcysty. Tak przedstawia się zarys zwariowanego opowiadania. Na szczęście Pilipiuk pomimo, że umieścił tyle różnorodnych wątków w jedno opowiadanie, wszystko do siebie idealnie pasuje nawet tak nieprawdopodobne zestawienie Lenina z bogiem Setem. Całość jest nie dość, że śmieszna i interesująca to jeszcze ma ciekawe i zaskakujące zakończenie. Jedyne czego mógłby się przyczepić to wątek wampirów na Węgrzech. Miałem wrażenie, że jest dodany po to tylko, że zapełnić trochę więcej stron.

Na koniec pozostaje opowiadanie Michała Smyka „Wieśmin”. Co robi opowiadanie innego autora w zbiorze Pilipiuka? Jest to efekt konkursu na opowiadanie fantastyczne, którego akcja miała dziać się na wsi. W nagrodę opowiadanie zostało wydrukowane w książce z opowiadaniami o Jakubie Wędrowyczu. „Wieśmin” prezentuje dobry poziom, chociaż to co parodiuje autor jest aż nazbyt oczywiste co zaliczę na minus. Opowiadanie nie jest złe, ale jest to raczej ciekawostka, zwłaszcza, że obok znajduje się silna konkurencja w postaci pozostałych opowiadań.

Książkę „Wieszać Każdy Może” polecam każdemu kto lubi fantastykę i przy okazji lubi się trochę pośmiać. Opowiadania Pilipiuka to doskonała rozrywka i myślę, że większość czytelników będzie zadowolona.

Ocena: 7/10

Opublikowane w:  on czerwiec 21, 2008 at 11:53 am Komentarze (1)
Tags: , , , , ,

R.A. Salvatore – Trylogia Klingi Łowcy

Zazwyczaj staram się unikać książek osadzonych w gotowych światach stworzonych na potrzeby gier RPG. Jakoś nie wierzyłem w wysoki poziom tych książek, zwłaszcza mając w pamięci beznadziejne „Wrota Baldura: Cienie Ammu”. W końcu jednak ponownie zetknąłem się z książką ze świata Forgotten Realms. Mając nadzieję na lekką rozrywkę zabrałem się za lekturę przygód mrocznego elfa Drizzta Do’Urdena.

Cała trylogia składa się z tomów: „Tysiąc Orków”, „Samotny Drow” i „Dwa Miecze”, przedstawiając kolejne etapy konfliktu krasnoludów z królem orków i jego armią. Od małych potyczek na początku po wielkie bitwy. Na początku zaczyna się niepozornie, grupa orków zaatakowała karawanę handlową krasnoludów. Następca tronu Mithrilowej Hali krasnolud Bruenor wraz z przyjaciółmi mrocznym elfem Drizztem, ludźmi Wulfgarem i Catti – brie oraz Niziołkiem Regisem postanawiają pomścić zmarłe krasnoludy i oczyścić okolicę z orków. Nikt nie spodziewał się, że ten drobny atak jest jedynie zapowiedzią wielkiej kampanii orków.

Fabularnie trylogia nie przedstawia nic oryginalnego i sprowadza się jedynie do opisu wojny. Praktycznie nie występują tu wątki poboczne, co najwyżej różnią się miejsca występowania konfliktu. Nie jest to jednak wieka wada o ile czytelnik nastawia się raczej na lekką rozrywkę niż wielowątkową epicką opowieść. Akcja książek dzieje się w miarę szybko i nie można pod tym względem narzekać na nudę. Potyczki i bitwy przedstawione są ciekawie, chociaż brakuje w nich trochę dramatyzmu. Niestety umiejętności autora kończą się na przedstawieniu mało skomplikowanego konfliktu, orki chcą rządzić światem, a krasnoludy bronią się przed orkami i właściwie to wszystko. Gorzej, że autor nie potrafił stworzyć ciekawych postaci co do których czytelnik mógłby poczuć sympatie lub antypatię. Postacie są płaskie, więcej mają wspólnego z bohaterami gier niż z prawdziwymi ludźmi. Co jest jeszcze bardziej denerwujące główni bohaterzy są niemal niezniszczalni. Sami wycinają w pień dziesiątki orków nie odnosząc przy tym żadnych obrażeń. Do tego autor uwielbia ratować bohaterów z sytuacji bez wyjścia w różny coraz bardziej absurdalny sposób. Gdyby książka byłaby chociaż odrobinę realistyczna to główni bohaterowie zginęli by przed koniec pierwszego tomu. Niestety ta parada kukiełek wzbudza jedynie irytacje lub obojętność.

Niestety autor ma również problemy z fabułą, nie potrafi zakończyć w jakiś logiczny sposób bitw, a oprócz nich nie potrafi przedstawić ciekawie innych wątków (które i tak są zmarginalizowane). Z powodu braku tych umiejętności mamy istny pokaz różnych cudów, zjawiania się kogoś akurat w najbardziej potrzebnym momencie i rożnych absurdów. Co gorsze trylogia nie ma właściwie zakończenia. Przez trzy tomy krasnoludy tłukły się z orkami i nic z tego nie wynikło. Co gorsza autor zaczął (na koniec książki!) wiele nowych wątków. Zapewne wszystkie one będą miały rozwiązanie w jakimś innej tasiemcowej serii. Taki chwyt marketingowy jest jedną z najgorszych rzeczy z jaką się spotkałem czytając książki. Trylogia przez to nie jest spójna, a ja nie zamierzam szukać co też jeszcze napisał autor żeby dowiedzieć się co będzie dalej. Nie mówiąc już o tym, że zakończenie następnej serii może przedstawiać się dokładnie tak samo.

Podsumowując Trylogia Klingi Łowcy to mało udane książki z nudnymi postaciami. Można przeczytać dla opisu bitew, poza tym raczej strata czasu.

Ocena: 4/10

Opublikowane w:  on czerwiec 6, 2008 at 1:45 pm Dodaj komentarz
Tags: , , ,