Pisarzu – spal się w piekle!

Pisanie książek to podejmowanie niezwykłego ryzyka, książka może nie spodobać się wydawcy, recenzentom, źle się sprzedać czy w końcu nie spodobać się określonej grupie wyznaniowej. Taki książek, które powinny spalić się w piekle razem z autorem jest sporo i pomimo, że średniowiecze mamy dawno za sobą złych w oczach kościoła książek przybywa. Żeby nie było zbyt łatwo autor nie może uważać tylko na kościół chrześcijański, pisząc książkę musi poważnie zastanowić się czy nie obraża Islamu, lub innych wyznań. Ten artykuł prezentuje współczesne książki, których autorzy zapewne spalą się w ogniu piekielnym.

Spal się w piekle chrześcijańskim!

Zacznę od religii najbliższej nam. Od dawna różni autorzy podpadali kościołowi, zresztą nie tylko autorzy również czytelnicy „zakazanych dzieł” (Galileusz). Współcześnie głównymi przeciwnikami dobrych chrześcijan są trzy książki; „Kod Leonarda Da Vinci”, Harry Potter” i cykl „Mroczne Materie”. Zacznę od najmniej znanej książki czyli „Złoty Kompas” (lub „Zorza Północna” istnieją dwa tytuły w zależności od wydania), który jest pierwszym tomem „Mrocznych Materii”. „Mroczne Materie” jest trylogią fantasy skierowaną do młodszych czytelników autorstwa Philipa Pullmana. Pewnie jeszcze długo nie usłyszał bym o tej książce gdyby nie ekranizacja. To właśnie od ekranizacji „Złotego Kompasu” zaczęła się wrzawa. Co nie podoba się obrońcą moralności w książce? Otóż główna organizacja złych charakterów – Magistratura przypomina wyglądem księży, a ich siedziby katedry. Magistratura również ukazana jest jako instytucja religijna z którą należy walczyć, a członkowie Magistratury są przedstawieni jako zaciekli fanatycy. Gdyby tego było mało możemy dowiedzieć się na przykład, że Bóg i niebo nie istnieją. To wystarczyło by przelała się fala protestów głównie Amerykańskiej Ligi Katolickiej oskarżającej autora o chęć odciągnięcia ludzi od kościoła i ateizm. W ten oto sposób „Mroczne Materie” stały się jedną z głównych książek, którym przeciwstawiają się organizacje chrześcijańskie.

O ile o „Mrocznych Materiach” nie każdy słyszał to następna powieść również skierowana do młodszych czytelników jest znana chyba każdemu. Mowa oczywiście o Harrym Potterze. Zarzuty pod adresem Pullmana mogę zrozumieć, są nawet sensownie uargumentowane, ale to, że z biednego Harrego robi się czarny charakter, który kusi dzieci na całym świecie już nie mogę. Najczęściej pod adresem książki padają argumenty jakoby miała propagować magię, pogaństwo i odciągać dzieci od religii. Joseph Ratzinger tak wypowiadał się na temat Pottera: „dzieci stracą ducha zdolności rozróżniania między Bogiem a diabłem”. Doprawdy nie wiem skąd takie hipotezy odnośnie bajki dla dzieci, jednak uważajcie możliwe, że nieświadomie staliście się poganami lub co gorsze satanistami!

Kolejna książka dla odmiany jest przeznaczona dla starszych czytelników. „Kod Leonarda da Vinci” Dana Browna to jedna z najlepiej sprzedających się książek, nie ma osoby, która również i o tej książce by nie słyszała. Jak każdy bestseller doczekała się ekranizacji i jak każda książka w tym artykule fali protestów, ze strony zarówno kościoła jak i organizacji religijnych. Główny zarzut jaki pada pod adresem Dana Browna to rozpowszechnianie kłamstwa o kościele. Najbardziej oburzona jest organizacja Opus Dei, która w Kodzie została przedstawiona w niekorzystnym świetle. Również autor książki zapewne w celach promocyjnych nie oświadcza jasno, że książka jest jedynie literacką fikcją. Doprowadziło to do karykaturalnej sytuacji, gdzie niektórzy zaczęli bardziej wierzyć pisarzowi i jego teorią niż historyką, czy choćby logice. Nie od dziś wiadomo przecież, że dobry skandal jest najlepszą reklamą.

Cierp męki w piekle Islamu

Druga co do wielkości religia na świecie i jeszcze bardziej obrażalska od Chrześcijaństwa. W przypadku tej religii autorzy niestety stoją na przegranej pozycji. Cokolwiek napiszą o Islamie może okazać się antyislamskie, co grozi znacznie większymi konsekwencjami niż konflikt z kościołem katolickim. O ile hierarchowie chrześcijańscy w przypadku kontrowersyjnej książki będą protestować i na tym kończy się ich aktywność to w Islamie autorzy muszą liczyć się nawet z utratą życia.

Najbardziej znany przypadek autora, którego Islam nie lubi to Salman Rushdie autor „Szatańskich Wersetów”. „Szatańskie Wersety” to powieść o początkach Islamu, bohaterem jest sam Mahomet. Tytułowymi szatańskimi wersetami są wersety Koranu, które Mahomet usunął, bo uznał, że są niezgodne z tym co podyktował mu Allach czyli pewnie są autorem szatana. O książce wypowiedział się najbardziej znany autorytet religijny Iranu ajatollah Chomeini, który nałożył fatwę (nakaz religijny) skazująca na śmierć autora i każdego kto był zamieszany w proces tworzenia i publikacji książki. W wyniku braku poczucia humoru islamistów, autor musi żyć pod stałą ochroną, japoński tłumacz książki został zamordowany, a parę wydawnictw było celem ataku terrorystów.

Kolejna książka, która nie spodobała się wyznawcą Islamu nosi tytuł „Wstyd” autorstwa Taslimy Nasrin. Książka opowiada o prześladowaniach mniejszości hinduistycznej przez społeczność muzułmańską w Bangladeszu. Na dodatek autorka jest feministką (nie do pomyślenia dla świata muzułmańskiego). Autorkę oskarżono o bluźnierstwo, a jeden z przywódców religijnych wydał na nią wyrok śmierci. Taslima Nasrin musi stale się ukrywać i przemieszczać z jednego kraju do drugiego, tylko dlatego, że jakiemuś przywódcy fanatyków nie spodobała się książka (ciekawe, czy ją przeczytał).

Wielki Xenu się zemści.

Scjentolodzy również dołączyli do grona obrażonych, jedyny wyjątek jest taki, że nie dla wszystkich jest to religia. Jako nietypowe wyznanie scjentolodzy obrazili się na nietypową książkę. Dotychczas opisywane przeze mnie książki były fikcją literacką, tym razem chodzi jednak o biografię. Andrew Morton napisał biografię najsłynniejszego scjentologa na świecie czyli Toma Cruise’a. Według Mortona Cruise nie jest szeregowym wyznawcą (jak podają oficjalnie scjentolodzy), a faktycznym przywódcą, który manipuluje całą sektą. Autor opisał również życie prywatne aktora. Według niego Tom izoluje od świata swoją rodzinę, a jego dziecko zostało poczęte ze spermy twórcy Scjentologii, L. Rona Hubbarda. Wszyscy członkowie sekty są oburzeni i obrażeni, na szczęście jak na razie nikt nie wydał wyroku śmierci na autora ;) .

Podsumowanie.

Autorzy piszący o różnych wyznaniach narażają się na falę krytyki i protestów. Czasem protesty są niesłuszne, czasem sam autor prowokuje w celach auto promocji. Szkoda, że nie zawsze kończy się jedynie na obrażonych hierarchach danego kościoła. To smutne, że w XXI wieku za pisanie o religii można stracić życie, ale jak widać nie wszyscy zauważyli, że średniowiecze dawno temu się zakończyło.

Orhan Pamuk – Śnieg

Z czym kojarzy się nam Turcja? Ile wiemy o tym kraju? Turcja dla nas to zdjęcia z folderu wakacyjnego, problem imigrantów w Niemczech lub turecki sweterek Kononowicza ;) . Orhan Pamuk odkrywa przed nami inną, nieznaną Turcję taką jaką widzą ją jej mieszkańcy, a nie ludzie zachodu jak określani są Europejczycy.

Tureckie miasteczko Kars poznajemy oczami poety Ka. Ka po wielu latach imigracji w Niemczech wrócił do Turcji na pogrzeb swojej matki. Wkrótce potem postanowił wyruszyć do Karsu, gdzie miał relacjonować dla jednej ze stambulskich gazet wybory na burmistrza i zbadać ostatnią plagę samobójstw. Jednak nie to było najważniejszym celem Ka w Karsie. Ka ponad wszystko pragną spotkać Ipek, którą kochał ponad życie. Wkrótce Ka wmiesza się w wiele politycznych intryg, a zasypane przez śnieg drogi sprawią, że Kars stanie się więzieniem bez możliwości odwrotu.

Geograficznie Turcja „rozdarta” jest między Europą, a Azją.. W „Śniegu” Pamuka również Turcy pozostają rozdarci pomiędzy Europą, laicyzmem i wartościami jakie reprezentuje republika, a tradycją, Islamem i Bliskim Wschodem. To powoduje wewnątrz kraju wiele napięć i konfliktów. Orhan Pamuk szczegółowo i zarazem barwnie opisują Turcję i Turków. Ukazuje nam kraj jakiego dotąd nie znaliśmy. Z jednej strony piękny i ciekawy, z drugiej niebezpieczny i ocierający się o totalitaryzm. „Śnieg” to nie tylko barwne opisy karskiej codzienności, życia jakie wiodą mieszkańcy. To także wartka akcja, polityczne intrygi, zabójstwa i przewroty. Jednak czy na pewno i to ostatnie nie jest turecką codziennością? Rozpolitykowani Turcy co rusz wydają polityczne oświadczenia, zbierają się w organizacje czy dokonują aktów terroru lub przewrotów politycznych. To wszystko sprawia, że dzieło Pamuka jest wielobarwne, ciekawe i czyta się następne rozdziały z ogromną ciekawością. Wizje swojej ojczyzny autor nakreślił z dużym rozmachem, do tego ciekawie i intrygująco. Jednocześnie bohater książki nie stara się oceniać nie staje po stronie zlaicyzowanej republiki czy konserwatywnych islamistów. Ka jako imigrant z Niemiec nie czuje się stroną w tym konflikcie. Jedyne co chce to być szczęśliwy razem z Ipek. Mieszkańcy Karsu nie dostrzegają tego. Islamiści dostrzegają w nim niebezpiecznego „człowieka zachodu”, szpiega. Również wojsko traktuje Ka z podejrzliwością, źle odbierają jego kontakty z uczniami szkoły koranicznej. Wydaje się, że w Turcji nie można być neutralnym. Ka popełnił błąd nie opowiadając się jednoznacznie po którejś ze stron. Polityka wciągnęła go bez jego woli niczym wir i pociągnęła na samo dno.

„Śnieg” w pełni zasłużył na nobla i uznanie na całym świecie. Powieść jest napisana ciekawym językiem, wielobarwnie i na pewno nie znudzi czytelnika. Nie tylko dostarcza wiedzy o Turcji i jej mieszkańcach, ale także zwykłej rozrywki. Uważam, że jest to jedna z najlepszych powieści ostatnich lat. Od jakiegoś czasu decyzje podejmowane przez sztokholmską kapitułę uważane, są za akt polityczny, a nie za uznanie najlepszej powieści. W przypadku „Śniegu” moim zdaniem jest to jak najbardziej słuszna decyzja. Nobel trafił po prostu w ręce autora genialnej książki i mam nadzieję, że następni laureaci tej prestiżowej nagrody będą na takim samym poziomie co Pamuk ze swoim „Śniegiem”.

Ocena: 10/10

Opublikowane w:  on lipiec 14, 2008 at 12:50 pm Dodaj komentarz
Tags: , , , , , ,

David & Leigh Eddings – Marzyciele

Gdyby czterotomowy cykl fantasy Marzyciele były moimi pierwszymi książkami pewnie nie sięgnął bym po żadną w przyszłości. Jest to jeden z najgorszych cyklów fantasy (i książek w ogóle) w moim życiu. Pomyśleć, że David Eddings debiutował świetnymi cyklami Belgariady i Molloreon, a skończył na tym potworku.

Jak już wspomniałem cykl składa się na cztery tomy: Starsi Bogowie, Najdroższa, Kryształowa Gardziel i Młodsi Bogowie przy czym każdy z tomów prezentuje ten sam beznadziejny poziom. Fabuła przedstawia się bardzo ubogo; kontynent Dhrall jest podzielony na cztery krainy, którą opiekuje się inny bóg, jednak pośrodku krainy na pustkowiu żyje potwór Vlagh, który chce zapanować nad światem dzięki swoim dzieciom – owadom. Bogowie, którzy nie mogą zabijać, inaczej przestaną istnieć postanawiają wynająć armie piratów i najemników do obrony przed Vlagh. Jak nie trudno się domyśleć każdy tom przedstawia wojnę w innej krainie Dhrallu. Są jeszcze tytułowi Marzyciele, którzy dzięki snom potrafią sprowadzać na ziemię kataklizmy i dziesiątkować armię wroga. Fabuła jest prosta, żeby nie powiedzieć prostacka, jeden tom – jedna kraina – jedna wojna. Wątków pobocznych brak, więc pogubienie się w bogactwie fabularnym jest niemożliwe. Żeby było śmieszniej Marzyciele pomimo, że są teoretycznie kluczowymi postaciami i najbardziej interesującymi pojawiają się niezwykle rzadko, właściwie tylko pod koniec każdego tomu.

Książka jest o wojnie i prostą fabułę mogłaby zrekompensować szybka wciągająca akcja. Niestety tak nie jest wojny na całe cztery tomy jest niewiele, reszta to narady wojenne, wymyślanie różnych genialnych planów, a także nic nie wnoszące do fabuły dialogi np. o koniach lub o wydarzeniach sprzed paru stron książki. Co gorsze brakuje jakiegokolwiek dramatyzmu, ludzie wycinają w pień przeciwników sami będąc właściwie nieśmiertelni. Zero problemów, wojna, która sama się wygrywa. Przypomina to trochę granie w grę komputerową za pomocą kodów, niby przeciwnik jest, ale nie trzeba się denerwować, bo i tak nas nie zabije. Przez wszystkie cztery tomy narażeni jesteśmy na ataki nudy i ziewania, a przebrnięcie przez cykl może się dla nie jednego okazać nie lada wyzwaniem.

Postacie występujące w książce to kolejny gwóźdź do trumny Marzycieli. W cyklu występuje wiele na pozór zróżnicowanych postaci, mamy piratów, najemników, bogów, zwykłych ludzi, czy wreszcie potwory. Problem polega na tym, że każda postać (może z wyjątkiem potworów) zachowuje się dokładnie tak samo. Każdy jest niezwykle inteligentny pomysłowy i dowcipny, każdy w walce stanowi jednoosobową maszyna do zabijania. Co gorsze nie ważne czy to szlachcic, pirat czy wieśniak dokładnie każdy jest dobrze wychowany, miły i przyjacielski. Tak nawet piraci, którzy stronią od przemocy, przekleństw, a o tak oczywistych sprawach zdawało by się jak palenie, grabienie, mordowanie i gwałcenie nie ma co wspominać. Tacy piraci mogliby ze spokojem występować w bajkach z pod znaku Disney’a. Tak więc mamy szereg papierowych kukiełek, zamiast postaci z prawdziwego zdarzenia, które gdyby nie różne imiona ciężko byłoby odróżnić.

Eddings pisze coraz słabsze książki i coraz słabiej. Poziom pisarski tego cyklu stoi na żenująco niskim poziomie. Opisy zmniejszona do niezbędnego minimum, beznadziejne dialogi i rozmyślania bohaterów na poziomie przedszkola i tak przez cztery tomy, jakby nie mógł poprzestać na jednym.

Marzyciele to naiwna i dziecinna bajeczka, którą rodzice mogą czytać dzieciom zamiast „brutalnego” Harrego Pottera. Reszta, która oczekuje normalnej fantasy zbliżonej poziomem do najlepszych książek Eddingsa radzę ominąć tego potworka, szkoda czasu i pieniędzy.

Ocena 1/10

Opublikowane w:  on lipiec 8, 2008 at 6:44 pm Dodaj komentarz
Tags: , , , , ,

Andrzej Pilipiuk – Wieszać Każdy Może

Jakub Wędrowycz to jedna z najbarwniejszych postaci fantasy. Na pierwszy rzut oka zwykły pijak i bimbrownik jakich wielu. Mieszka w jednej z wsi jakich w Polsce wiele i właściwie nic specjalnego nie robi oprócz produkcji wysokiej klasy bimbru. Czy jednak na pewno nic nie ma w nim szczególnego? Otóż Jakub to nie tylko pijak i społeczny pasożyt to także słynny egzorcysta posiadający wielką moc. Książka „Wieszać Każdy Może” ukazuje barwne życie Jakuba jego przyjaciela i prawnuka.

Książka jest zbiorem ośmiu opowiadań: „Rekruci”, „Fabryka”, „Kac”, „Wykład”, „Skansen”, Ciocia Agnieszka”, Kontyngent” i wreszcie „Pola Trzciny”. Dodatkowo na końcu znajduje się opowiadanie „Wieśmin”, ale o nim później. Większość opowiadań jest stosunkowo krótka i kończy się po paru stronach. Główną atrakcją jest opowiadanie „Pola Trzciny” zajmujące 90% objętości książki. Opowiadania prezentują różny poziom zarówno dowcipu jak i fabuły. Pomijając „Pola Trzciny” które opiszę oddzielnie najbardziej podobały mi się opowiadania „Rekruci” gdzie poznajemy przygody Jakuba w czasie II wojny światowej, „Skansen” opowiadanie z najbardziej zaskakującym zakończeniem i „Kontyngent” będący dowcipnym komentarzem na temat życia we wsi w realiach Unii Europejskiej. Reszta opowiadań prezentuje średni poziom, a opowiadanie „Wykład” nie zrobiło na mnie żadnego wrażenia i uważam je za najgorsze z całego tomu.

Teraz pora na danie główne czyli najdłuższe opowiadanie „Pola Trzciny”. „Pola Trzciny” to niezwykle ciekawe wymieszanie postaci historycznych, przygód Jakuba, wizji zaświatów i wielu innych czynników. Opowiadanie zaskakuje już od początkowych stron. Lenin trafia do egipskich zaświatów (z powodu mumifikacji jego ciała ;) ) i próbuje razem z Dzierżyńskim przeprowadzić na miejscu komunistyczną rewolucję. Brzmi dziwnie? Może, ale przy tym jest niezwykle zabawne i interesujące. Jednak szczęśliwe życie po życiu w brew pozorom nie trwa wiecznie. Wszystko przez wnuka przyjaciela Jakuba Semena, który jest archeologiem i jest bliski odkrycia grobu najbogatszego z faraonów, a jeśli coś zniknie z grobowca zniknie też w zaświatach. Na dodatek Jakub, Semen i prawnuk Jakuba Piotruś wyruszają do Egiptu zdjąć klątwę z grobowca w przeciwnym razie wnukowi Semena grozi śmiertelne niebezpieczeństwo. Lenin i Dzierżyński nie mają wyboru, po zmartwychwstaniu udają się z misją zabicia egzorcysty. Tak przedstawia się zarys zwariowanego opowiadania. Na szczęście Pilipiuk pomimo, że umieścił tyle różnorodnych wątków w jedno opowiadanie, wszystko do siebie idealnie pasuje nawet tak nieprawdopodobne zestawienie Lenina z bogiem Setem. Całość jest nie dość, że śmieszna i interesująca to jeszcze ma ciekawe i zaskakujące zakończenie. Jedyne czego mógłby się przyczepić to wątek wampirów na Węgrzech. Miałem wrażenie, że jest dodany po to tylko, że zapełnić trochę więcej stron.

Na koniec pozostaje opowiadanie Michała Smyka „Wieśmin”. Co robi opowiadanie innego autora w zbiorze Pilipiuka? Jest to efekt konkursu na opowiadanie fantastyczne, którego akcja miała dziać się na wsi. W nagrodę opowiadanie zostało wydrukowane w książce z opowiadaniami o Jakubie Wędrowyczu. „Wieśmin” prezentuje dobry poziom, chociaż to co parodiuje autor jest aż nazbyt oczywiste co zaliczę na minus. Opowiadanie nie jest złe, ale jest to raczej ciekawostka, zwłaszcza, że obok znajduje się silna konkurencja w postaci pozostałych opowiadań.

Książkę „Wieszać Każdy Może” polecam każdemu kto lubi fantastykę i przy okazji lubi się trochę pośmiać. Opowiadania Pilipiuka to doskonała rozrywka i myślę, że większość czytelników będzie zadowolona.

Ocena: 7/10

Opublikowane w:  on czerwiec 21, 2008 at 11:53 am Komentarze (1)
Tags: , , , , ,

R.A. Salvatore – Trylogia Klingi Łowcy

Zazwyczaj staram się unikać książek osadzonych w gotowych światach stworzonych na potrzeby gier RPG. Jakoś nie wierzyłem w wysoki poziom tych książek, zwłaszcza mając w pamięci beznadziejne „Wrota Baldura: Cienie Ammu”. W końcu jednak ponownie zetknąłem się z książką ze świata Forgotten Realms. Mając nadzieję na lekką rozrywkę zabrałem się za lekturę przygód mrocznego elfa Drizzta Do’Urdena.

Cała trylogia składa się z tomów: „Tysiąc Orków”, „Samotny Drow” i „Dwa Miecze”, przedstawiając kolejne etapy konfliktu krasnoludów z królem orków i jego armią. Od małych potyczek na początku po wielkie bitwy. Na początku zaczyna się niepozornie, grupa orków zaatakowała karawanę handlową krasnoludów. Następca tronu Mithrilowej Hali krasnolud Bruenor wraz z przyjaciółmi mrocznym elfem Drizztem, ludźmi Wulfgarem i Catti – brie oraz Niziołkiem Regisem postanawiają pomścić zmarłe krasnoludy i oczyścić okolicę z orków. Nikt nie spodziewał się, że ten drobny atak jest jedynie zapowiedzią wielkiej kampanii orków.

Fabularnie trylogia nie przedstawia nic oryginalnego i sprowadza się jedynie do opisu wojny. Praktycznie nie występują tu wątki poboczne, co najwyżej różnią się miejsca występowania konfliktu. Nie jest to jednak wieka wada o ile czytelnik nastawia się raczej na lekką rozrywkę niż wielowątkową epicką opowieść. Akcja książek dzieje się w miarę szybko i nie można pod tym względem narzekać na nudę. Potyczki i bitwy przedstawione są ciekawie, chociaż brakuje w nich trochę dramatyzmu. Niestety umiejętności autora kończą się na przedstawieniu mało skomplikowanego konfliktu, orki chcą rządzić światem, a krasnoludy bronią się przed orkami i właściwie to wszystko. Gorzej, że autor nie potrafił stworzyć ciekawych postaci co do których czytelnik mógłby poczuć sympatie lub antypatię. Postacie są płaskie, więcej mają wspólnego z bohaterami gier niż z prawdziwymi ludźmi. Co jest jeszcze bardziej denerwujące główni bohaterzy są niemal niezniszczalni. Sami wycinają w pień dziesiątki orków nie odnosząc przy tym żadnych obrażeń. Do tego autor uwielbia ratować bohaterów z sytuacji bez wyjścia w różny coraz bardziej absurdalny sposób. Gdyby książka byłaby chociaż odrobinę realistyczna to główni bohaterowie zginęli by przed koniec pierwszego tomu. Niestety ta parada kukiełek wzbudza jedynie irytacje lub obojętność.

Niestety autor ma również problemy z fabułą, nie potrafi zakończyć w jakiś logiczny sposób bitw, a oprócz nich nie potrafi przedstawić ciekawie innych wątków (które i tak są zmarginalizowane). Z powodu braku tych umiejętności mamy istny pokaz różnych cudów, zjawiania się kogoś akurat w najbardziej potrzebnym momencie i rożnych absurdów. Co gorsze trylogia nie ma właściwie zakończenia. Przez trzy tomy krasnoludy tłukły się z orkami i nic z tego nie wynikło. Co gorsza autor zaczął (na koniec książki!) wiele nowych wątków. Zapewne wszystkie one będą miały rozwiązanie w jakimś innej tasiemcowej serii. Taki chwyt marketingowy jest jedną z najgorszych rzeczy z jaką się spotkałem czytając książki. Trylogia przez to nie jest spójna, a ja nie zamierzam szukać co też jeszcze napisał autor żeby dowiedzieć się co będzie dalej. Nie mówiąc już o tym, że zakończenie następnej serii może przedstawiać się dokładnie tak samo.

Podsumowując Trylogia Klingi Łowcy to mało udane książki z nudnymi postaciami. Można przeczytać dla opisu bitew, poza tym raczej strata czasu.

Ocena: 4/10

Opublikowane w:  on czerwiec 6, 2008 at 1:45 pm Dodaj komentarz
Tags: , , ,